Ostrołęka – miasto znikających pomników. Dlaczego nie dbamy o dziedzictwo?
Czy w Ostrołęce pomniki mają krótki żywot? Znikają bez śladu, niszczeją, a władze pozostają bierne. To nie przypadek – to systemowa słabość dbałości o dziedzictwo kulturowe w mieście. Przykłady, od zaginionej rzeźby „Macierzyństwo” po zaniedbany pomnik generała Bema, układają się w niepokojący obraz.
Znikające dziedzictwo. Macierzyństwo i inne straty
Jedną z najbardziej bulwersujących historii jest los rzeźby „Macierzyństwo” autorstwa Kazimierza Zielińskiego. Monumentalne dzieło, sfinansowane przez mieszkańców i ustawione przed Urzędem Stanu Cywilnego, po prostu zniknęło. Cokół pozostał, a na nim, jak na ironię, tabliczka „Biuro Rzeczy Znalezionych”. Nikt w urzędzie nie złożył zawiadomienia do prokuratury, a konserwator zabytków – jak wcześniej w przypadku „Kurpianek” – odpowiedział, że zabytek jej nie podlega.
Nikt z osób odpowiedzialnych za kulturę nie składa zawiadomienia do prokuratury!
Z kroniki policyjnej: Szczęśliwy finał poszukiwań 19-letniego mieszkańca gminy Troszyn →Mieszkaniec Ostrołęki
Nie lepiej wygląda sprawa czaszki nosorożca włochatego, znalezionej w 1954 roku podczas wykopów pod Elektrownię. Według monografii „Ostrołęka. Dzieje miasta” Zofii Niedziałkowskiej trafiła do Muzeum Ziemi w Warszawie, ale tam jej nie ma. Podobnie jak rzeźba, która – zdaniem mieszkańców – mogła paść łupem kolekcjonera. W tle są też drewniane „Witacze”, które zniknęły, i 80 tys. zł wydane na renowację pomnika gen. Bema, który zdążył zarosnąć brzózką. „Prowadzący wycieczki żartował, że musi wziąć drabinę i sam ją wyrwać” – wspominają ostrołęczanie.
Zaniedbania i kurioza. Od Bema po Kurpianki
Pomnik gen. Józefa Bema, żelbetowe popiersie naprzeciwko Urzędu Miasta, stał się symbolem zaniedbań. Zanim go odnowiono, groził zawaleniem. Dziś, po remoncie za 80 tys. zł, jest bezpieczny, ale historia pokazuje, że reagujemy dopiero, gdy zabytek zagraża przechodniom. Innym przykładem są „Kurpianki” – rzeźba tego samego autora co „Macierzyństwo”, która zamiast zdobić, jest oszpecona wulgarnymi napisami. Strażnik miejski tłumaczył, że fontanna za pomnikiem będzie remontowana, więc nie ma co się spieszyć z czyszczeniem. „Wstyd kogoś z turystów tam podprowadzić” – słyszymy od mieszkańców.
Lista niedociągnięć jest długa. Ławeczkę dr. J. Psarskiego wyczyszczono dopiero po interwencji, a w Farze odnowiono freski w stylu „na bogato” – marmury, złote lamówki, ale symetria sklepienia została zakłócona. „Mogę przecież nie patrzeć na pozbawione symetrii sklepienie ani na te nowe marmury” – ironizuje ostrołęczanin. W efekcie zabytek zyskał „czyściej”, ale stracił ducha.
W poszukiwaniu wzorca. Co można zmienić?
Porównanie z innymi miastami boli. W Kościerzynie i Wejherowie pomniki Remusa i św. Franciszka – dzieła Tomasza Radziewicza i Doroty Dziekiewicz-Pilich – są pieczołowicie utrzymane. „Władze tamtych miast chyba nawet by nie dopuściły myśli, że któraś z rzeźb może zniknąć” – czytamy w relacjach. W Ostrołęce tymczasem przepadł nawet projekt pomnika Pawła Opęchowskiego – choreografa i założyciela Grupy Teatralnej „Arka”. Towarzystwo Przyjaciół Ostrołęki zgłosiło go cztery lata temu prezydentowi. Miał to być dynamiczny monument z arką, latawcem i ledowym światłem, ale do dziś nie powstał.
Również wystawa stała „6 x Narew” w Muzeum Kultury Kurpiowskiej miała być zwieńczona rzeźbą wędkarza, która zawisłaby nad wodą. „Zbyt to było nowatorskie? Zbyt śmiałe?” – pytają mieszkańcy. Dziś projekt odłożono, a nabrzeże Narwi czeka na inwestycje. Prezydent Niewiadomski inwestuje w poprawę wizerunku miasta, ale zdaniem krytyków nie zawsze w granicach dobrego smaku i dbałości o zabytki.
Dlaczego to ważne? Zaniedbane pomniki, zaginione rzeźby i fatalne remonty odbierają Ostrołęce szansę na budowanie tożsamości i przyciąganie turystów. Mieszkańcy tracą poczucie dumy z miejsca, w którym żyją, a przyjezdni – ciekawe punkty na mapie miasta. W dobie problemów z dzietnością pusty postument „Macierzyństwa” wydaje się szczególnie bolesny.
Co dalej? Towarzystwo Przyjaciół Ostrołęki nie rezygnuje z pomysłu pomnika Opęchowskiego. Mieszkańcy domagają się wyjaśnienia losów „Macierzyństwa” i czaszki nosorożca. Być może potrzeba społecznego nacisku, by prokuratura zaczęła działać. Jak mówią ostrołęczanie: „Czy nie czas już pójść do przodu?”. Odpowiedź leży w rękach władz i samych mieszkańców.
Źródło: relacje mieszkańców Ostrołęki oraz dokumenty Urzędu Miasta.
Komentarze (0)
Brak komentarzy. Bądź pierwszy!